Ślub w Beskidach
Ślub w górach to marzenie wielu par. Marta i Łukasz postawili na Wisłę.
Już od pierwszego kontaktu wiedzieliśmy, że to będzie ślub petarda, bo tyle dystansu, luzu i zdrowego podejścia rzadko się spotyka.
Wszystkie piękne dekoracje i dodatki Marta i Łukasz wykonali sami wraz z najbliższymi. Wieszaki, pudełko, tablica stołów, butelki nawet sami malowali. Biżuteria Marty to także ręczna robota. Zachwycać tymi pięknymi drobiazgami można się bez końca. Sami zaraz zobaczycie i przepadniecie.
Łukasz nie był klasycznym Panem Młodym. Genialne spinki, skarpety w szachownicę i odbiegający od standardów męskich garnitur. Marta zdecydowała się na pudrową suknię, piękny długi welon i jaśminowy bukiet. Połączenie fantastyczne. Ahh i wisienka na torcie – czerwony Fiat Spider. Cóż – trzeba to powiedzieć w prost – jesteśmy w niebie.
Ślub w górach
Możecie wierzyć lub nie, ale czerwiec okazał się miesiącem przewrotnym. Z zaplanowanego w ogrodzie pierwszego spotkania i pleneru w beskidzkich klimatach nie wyszło nic i musieliśmy improwizować. Ale radości Marty i Łukasza nie ugasił nawet padający deszcz. First look zrobiliśmy pod dachem w drzwiach, a plener zamieniliśmy na portrety w fotelu i na balkonie rodzinnego domu. Gdybyśmy tego nie napisali większość nawet by się nie zorientowała, że to potrzeba chwili i wielka improwizacja.
Ceremonia odbyła się w maleńkim kościółku w samym sercu Beskidów – na Kubalonce. Nastrojowe miejsce nabrało dodatkowego klimatu, bo ponad setka gości zmieściła się razem z kapelą góralską i kontrabasem. I oczywiście naszą czteroosobową „ekipą mediową”. Do pary mieliśmy jeszcze dwójkę filmowców – Kasię i Roberta z Ooh Studio. Miłość od pierwszego wejrzenia.
Wesele w Karolowym Dworze
Wesela w Karolowym to zawsze prawdziwy rollercoaster. Nigdy nie ma czasu na nudę. Wszędzie coś się dzieje. Goście dali się porwać zespołowi Route 66, a parkiet zapłonął. Ciekawi Was pewnie jaki był pierwszy taniec. Za to pokochaliśmy Martę i Łukasza już totalnie. Oboje uwielbiają Strażników Galaktyki, więc wybór kawałka był oczywisty. Pierwsza nuta brzmiała – uga chaka uga uga – Hooked on a Feeling. Goście zaskoczeni byli maksymalnie.
Dalej nie wiecie jaki jest przepis na idealny dzień ślubu?
Bądźcie sobą, pokażcie to co lubicie – na talerzu, w dekoracjach, strojach, muzyce.
Co się da zaplanujcie, a potem idźcie na żywioł, chłońcie każdą sekundę, każdą chwilę razem, każde spojrzenie i uśmiech, tańczcie do utraty tchu – To Wasz Dzień.



















































































































































