Plener ślubny w naturze
Kiedy robimy na sesji coś ekstremalnego, a takie właśnie jest złomowisko. Trudno jednoznacznie kojarzyć je z romantyczną miłością, ale jak ma się przed obiektywem Państwa Czekoladowych to nic nie jest oczywiste i jednoznaczne. Tak czy inaczej postanowiliśmy, że coś poza złomowiskiem. Niedaleko wypatrzyliśmy pole rzepaku i obok w gospodarstwie stodołę. W swojej uprzejmości gospodarz zgodził się i udostępnił nam teren. W stodole wypiekał swój chleb, a po obejściu biegały sobie gąski. Taki sielski klimat nie tak daleko od aglomeracji.
Plener ślubny na złomowisku
Takie klimaty poznaliśmy już dobrych kilka lat temu, kiedy zaczynaliśmy fotografować śluby. Modne były koparki, opuszczone zakłady przemysłowe i złomowiska. Potem wszyscy chcieli sesje w lesie. A teraz na szczęście jest różnorodność. A my nawet chętnie powróciliśmy do korzeni. Taka nasza zawodowa sentymentalna podróż. Justyna i Artur zabrali nas właśnie w tą podróż do naszej przeszłości. Dziwak z Arturem wręcz poczuli się jak dzieci w piaskownicy. Każdy chyba jakąś pamiątkę stamtąd przyniósł.
A jak odnalazły się drugie połówki… wygląda na to, że całkiem nieźle. Obie w końcu tyle lat przebywają z facetami, że na wizję złomowiska ochoczo mówią czemu nie.
Justyna jest jednocześnie jedyną znaną nam osobą która nawet w trudnym terenie potrafi poruszać się w wysokich szpilkach.
























