Kiedy zadzwoniła do nas Magda i zapytała czy sfotografujemy jej ślub z Jackiem nie mogliśmy odmówić. Ale czuliśmy gdzieś w środku, że to będzie dzień, który zapamiętamy na bardzo długo. Tak jak oni. Czekali na niego bardzo długo i był spełnieniem ich wszystkich marzeń.
Każda para pragnie aby dzień ślubu był perfekcyjny i ten właśnie taki był.
Ślub plenerowy w Rezydencji
Magda i Jacek wymarzyli sobie romantyczną ceremonię w ogrodzie Hotelu Rezydencja w Piekarach. Taki wymarzony ślub może popsuć tylko deszcz, ale tego dnia pogoda nie miała nawet odwagi się sprzeciwić. Wszystko udało się w 300%. Otoczyli się bliskimi, rodziną i przyjaciółmi, nawet my i ekipa filmowa czuliśmy się jak rodzina.
Zachwycały nas nie tylko piękne dekoracje, ale przede wszystkim relacje. Tyle ciepła, szczerości i miłości w jednym miejscu. Mówi się, że miłość dodaje skrzydeł, nadaje sens, kolor, smak, wywołuje uśmiech i łzy szczęścia. To wszystko znajdzie się w tym reportażu. Będą spojrzenia, czułość, łzy szczęścia i wzruszenia, ciepło i szaleńcze pląsy. Znajdą się też rzeczy przyziemne piękna suknia, niebotycznie wysokie szpilki, kosmiczne patenty na to aby suknia trzymała się na swoim miejscu, zabójczy uśmiech Jacka. Będą złote dodatki, różowe piwonie, pióra, kryształki i zamknięte w pudełeczkach wspomnienia. Ale to za chwilę zobaczycie sami.
Wesele w Rezydencja Luxury Hotel
Rezydencja to miejsce, które potrafi zadbać o parę i ich gości. Wnętrza zapewniają spokój jaki parze w przedślubnych przygotowaniach jest na wagę złota. W czasie kiedy Magda relaksowała się na makijażu Jacek doglądał ostatnich przygotowań, a my fotografowaliśmy ostatnie szlify dekoracji na sali i w miejscu ceremonii. Połowę tych cudnych rzeczy chcieliśmy zabrać do domu. Królowały oczywiście nasze ulubione piwonie. Ale to tylko dodatki. Najważniejsi w tym dniu byli Magda i Jacek. Nie było stresu ani tremy, oni po prostu nie mogli się już doczekać kiedy ogłoszą całemu światu, że już na zawsze będą ze sobą. W przygotowaniach i ceremonii towarzyszył im oczywiście Adaś ich oczko w głowie. Kiedy wypowiadali słowa przysięgi nawet nam oczy się zaszkliły. No cóż, jesteśmy jak gąbka, chłoniemy emocje z otoczenia, a wzruszeń nie brakowało, zwłaszcza przy życzeniach. To był prawdziwy rollercoaster od wybuchów radości do wodospadów łez. Kolejny wodospad łez popłynął kiedy do pierwszego tańca dołączył ich syn. Potem była już tylko euforia i nieziemska energia. Dołączył do nas Mateusz Błaszkiewicz ze skrzypcami elektrycznymi, które zrobiły prawdziwą furorę. Parkiet tętnił życiem jeszcze na długo po naszym wyjściu.






















































































