Zagraniczna sesja ślubna
Czekała nas długa droga, więc spakowaliśmy się jak 2c na wycieczkę, czyli na pokładzie były ciastka, żelki, chrupki, napoje. Standardowe wyposażenie. Z długą drogą wiązały się też prawie cztery pory roku, brakowało tylko śniegu. Jak nas ulewa na dziurawej autostradzie złapała tak się zastanawialiśmy czy w ogóle przestanie padać. Ale jak to mówią – kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. W samej Pradze gram deszczu na nas nie spadł.
Plener ślubny w Pradze
Przy każdej sesji w dużym mieście obowiązują te same zasady, czyli fotografujemy godzinę przed zachodem słońca i po zmroku, a kolejne zdjęcia o wschodzie słońca. Rzadko kiedy są wyjątki od tej reguły. Z Madzią i Michałem zwlekliśmy się przed świtem z łóżek aby jak najwcześniej zająć swoje miejsce na kultowym Moście Karola. To jedyna szansa na kilka zdjęć bez dzikiego tłumu turystów. Tym razem przeliczyliśmy się nieco, bo mimo że byliśmy bardzo wcześnie na moście to azjaci byli tam przed nami. A z azjatyckimi fotografami pracuje się bezkompromisowo – oni chcą całej przestrzeni dla siebie i nie zamierzają się dzielić, więc nie ma mowy o współpracy najpierw wy potem my. Typowa walka o terytorium. Po wygranym pojedynku na moście uzupełniliśmy poziom kofeiny i ruszyliśmy dalej, tym razem już gładko. Zamek, rynek i zanim zaczęło smażyć letnie słońce my byliśmy już na śniadaniu w hotelu.

Jedna odpowiedź
sliczna moja bratanica,zgadzam sie ze to niezwykla para z temperamentem