

Monika i Maciek
zdjęcia ślubne zawiercie
Przygotowania – domowe ciepło i tradycje, które chwytają za serce
Zanim zaczęło się prawdziwe szaleństwo – przygotowania w domach rodzinnych. I wiecie co? Uwielbiamy ten moment. Domowe krzątanie, śmiechy, emocje, mama poprawiająca welon i biegająca między pokojami, tata ukradkiem ocierający łzę, choć najczęściej jednak ojcowie znikają z pola widzenia – to wszystko dzieje się właśnie tam, przed wielkim „TAK!”.
Są też błogosławieństwo i wykupiny – jedne z tych tradycji, które wywołują tyle emocji, że nie da się ich zapomnieć. Gdy rodzice wypowiadają słowa pełne wzruszenia, w oczach widać szczęście i dumę. Maciek, zanim zobaczył Monikę lekko walczył z tremą, ale gdy spojrzał na swoją przyszłą żonę, było jasne, że nie ma na świecie niczego, co mógłby chcieć bardziej niż ten właśnie dzień.
Kościół w Siewierzu – nowoczesny, pięknie oświetlony, z rozbrzmiewającymi organami, które dodały ceremonii podniosłości. A co na to pogoda? A no, postanowiła podkręcić klimat i przez cały dzień serwowała nam deszcz.
Ale Monika i Maciek to para, która wie, co jest najważniejsze. To nie pogoda tworzy wspomnienia, tylko ludzie. Zamiast pogrążać się w złości, że jednak nie ma słońca, uśmiechali się szeroko, szli ramię w ramię i cieszyli każdą sekundą. Przecież deszczowy ślub to ponoć gwarancja szczęścia! I patrząc na ich miny, nie mamy wątpliwości, że to szczęście zostanie z nimi na zawsze.
Krople deszczu delikatnie uderzały o bruk przed kościołem, dodając scenie filmowego klimatu. Parasolki otwierały się jedna po drugiej, a na twarzach gości wciąż gościły uśmiechy. Monika szła w stronę ołtarza z dumą i spokojem, trzymając tatę pod ramię, a Maciek nie mógł oderwać od niej wzroku. Każdy krok przybliżał ich do momentu, na który czekali całe życie.
A potem przysięga – pełna emocji, pewności i wzruszenia. Gdy padło sakramentalne „tak”, kościół wypełnił się gromkimi brawami, a Monika i Maciek wymienili jedno z tych spojrzeń, które mówi więcej niż tysiąc słów. Miłość nie zna granic, a już na pewno nie przejmuje się deszczem.
A teraz czas na wesele! Centrum Bankietowe Cezar idealnie pasowało do klimatu tego dnia – elegancka sala, ciepłe światło, przemyślane dekoracje i atmosfera, w której czuć było, że tego wieczoru liczy się tylko radość i dobra zabawa.
A kto był odpowiedzialny za rozkręcenie imprezy? DJ MARSHALL SHOW! Legenda, której przedstawiać nie trzeba – człowiek, który zna każdy trik na podgrzanie atmosfery i sprawienie, że nikt nie chce zejść z parkietu. I wiecie co? My słyszeliśmy o nim już dawno, ale jak się okazało, on również słyszał o nas! To było miłe zaskoczenie, bo choć nie uważamy się za gwiazdy fotografii ślubnej, to jednak wieść o nas krąży. I to całkiem przyjemne uczucie.
A najlepsze? To, że dogadywaliśmy się jakbyśmy współpracowali od lat! Każdy z nas robił swoje – my łapaliśmy najlepsze kadry, a DJ Marshall Show sprawiał, że muzyka wypełniała każdą sekundę tej nocy.
Wiecie, co wyróżnia najlepsze wesela? Kiedy ludzie zapominają o czasie. I tak było tutaj. Goście nie schodzili z parkietu, nogi same rwały się do tańca, a śmiech niósł się po sali tak, że pewnie słychać go było na drugim końcu miasta.
Były klasyki disco, największe hity i te utwory, przy których nikt nie potrafi usiedzieć w miejscu. Nie zabrakło szalonych układów tanecznych, śpiewów na całe gardło i wspólnych toastów za Monikę i Maćka. Jeśli są wesela, na których można się bawić do rana i jeszcze trochę – to właśnie było jedno z nich!