Sesja ślubna we mgle

odstep

Mgły, a zwłaszcza te jesienne potrafią nieźle zamieszać. A na sesję Oli i Artura wymyśliliśmy sobie właśnie mgły. To nie pierwsza nasza sesja ślubna we mgle, bo kilka już na koncie mamy, ale tym razem pojechaliśmy szukać szczęścia w podkrakowskich zakamarkach. Mgły miały się lekko unosić w dole. Wszystkie prognozy wskazywały idealne warunki. Wschodzące słońce, delikatne mgiełki, no po prostu marzenie. Kraków miał dać czadu.

Plener ślubny o wschodzie

Przyjechaliśmy na miejsce dobre 30 minut przed wschodem. Termometr wskazywał zawrotne zero stopni, ale to nic. Zaniepokoiło nas że jest trochę więcej mgły niż zapowiadano. To trochę więcej wyglądało tak, że widoczność była może na metr. Okolicy nie było widać wcale, a jakby wyciągnąć przed siebie rękę to można było zgubić koniuszki palców.
Ale nie wpadamy jeszcze w panikę mamy przecież pół godziny. Plener ślubny o wschodzie słońca zwykle zaczynamy jeszcze przed wschodem, ale nie tym razem. Więcej szczęścia niż rozumu mamy i faktycznie kiedy Ola i Artur przyjechali było widać na więcej niż ten metr.

Sesja ślubna we mgle

Rześki chłód owiał nam wszystkim twarze. Jak mantrę wszyscy powtarzaliśmy – nie jest zimno, wcale nie jest mokro, chłód jest tylko w naszych głowach. Powtarzaliśmy to tak długo aż uwierzyliśmy. Aż Ola i Artur nie zamarzali aż tak – w końcu mieli ze sobą ciepłe kurtki zimowe, więc dogrzewaliśmy się co kilka minut. A nasze palce oswoiły się z lodowatym metalowym korpusem aparatów i obiektywów.
Świat wokół wyglądał na prawdę magicznie. Spowity aurą tajemniczości. A wszechobecną ciszę rozdzierał wrzask ptaków i lekkie klekotanie zębów. Sesja ślubna we mgle to nie jest sesja dla ciepłolubnych. To są na prawdę ciężkie warunki i jeśli ktokolwiek rozważa opcję sesji we mgle musi brać pod uwagę, że dyskomfort na twarzy nie może mieć miejsca. Jeśli Wasze granice dobrego samopoczucia kończą się w momencie kiedy na termometrze kreska spada poniżej 7 stopni, zapomnijcie o mgłach jesienią. Są inne miejsca, inne pory i inne pomysły na sesję.

Sesja ślubna w winnicy

Po przechadzaniu się w romantycznej mgle przenieśliśmy się do pobliskiej winnicy. Wszyscy zgodnie uznaliśmy, że będziemy mówić – pojechaliśmy do Toskanii. Sesja ślubna w Toskanii to jest w ogóle znakomita sprawa, a że w Polsce też Toskanię idzie znaleźć to tym bardziej. I my taki Toskański zakątek zaleźliśmy. Rozległe, pnące się winorośle, w równiuteńkich rządkach. Słońce już pięknie oświetlało pagórki, temperatura mocno podskoczyła. I nawet kurtki nie były już potrzebne. Odkąd opuściliśmy mgliste doliny zrobiło się bardzo przyjemnie. Ola i Artur też jakby poczuli nową energię. Ostatecznie kiedy nie trzeba uderzać szczęką o szczękę to każdemu poprawia się nastawienie.

Sesja ślubna we mgle i w dodatku jesienią może i jest czymś dla wytrwałych, takich wiecie którzy lubią niskie temperatury, albo potrafią jak James Bond w kasynie przy stoliku z pokerem – nie dać po sobie poznać.

sesja slubna we mgle sesja slubna we mgle sesja slubna we mgle sesja slubna we mgle sesja slubna we mgle plener slubny krakow plener slubny krakow plener slubny krakow plener slubny krakow plener slubny krakow plener slubny mgly plener slubny mgly plener slubny mgly plener slubny mgly plener slubny mgly sesja slubna w winnicy sesja slubna w winnicy sesja slubna w winnicy sesja slubna w winnicy sesja slubna w winnicy sesja slubna w winnicy sesja slubna w winnicy sesja slubna w winnicy sesja slubna w winnicy sesja slubna w winnicy plener slubny w winnicy plener slubny w winnicy plener slubny w winnicy plener slubny w winnicy

Jedna odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *